Głośny śmiech Yamira oraz jeden ruch ze strony Nivana, a ja znalazłam się pod nim, praktycznie bezbronna i całkowicie odsłonięta. Uśmiechnęłam się, szybko falując rzęsami.
— Naprawdę, zdaję sobie sprawę z faktu, że jestem tak androgeniczny, że nawet największemu heterykowi staje na mój widok, ale prawiczy zarost? Mylić mnie z Hopecraftem po takiej dawce marysi? Wandziu, słaby z ciebie zawodnik — mruknął, a jego twarz znalazła się jeszcze bliżej mojej szyi, jak pysk wilka, który gotowy był do rozszarpania tętnic swojej ofiary. A mi pozostały motyle w brzuchu, ekscytacja gdzieś z tyłu głowy, taka prymitywna, ale cichy śmiech opuścił moje usta. — A tyłek mam zajebisty.
— Ktoś jest zazdrosny o Hopecrafta, że o nim wspomina? — zapytałam, pokazując zęby w uśmiechu, a dłoń wplatając w błękitne włosy. Druga za to pojechała na jego plecy, niebezpiecznie blisko pośladków, ale z dozą niepewności i uwagi. Na spokojnie. — No dobrze, niech ci będzie, lepszego nie widziałam, zadowolony? — szepnęłam, a przez ciało przeszedł mały dreszcz, dreszczyk.
Zaśmiałam się jeszcze raz, bo w sumie to kompletnie zapomniałam o Yamirze, który cały czas miał na nas doskonały widok i ewidentnie z tego korzystał, nie spuszczając nas z oczu.
— Chyba naprawdę komuś testosteron skacze. Czekam aż wyrośnie ci najprawdziwsza broda. Też będzie niebieska? — Głupi komentarz, głupim komentarzem, ale jeszcze raz, na dobitkę, parsknęłam śmiechem.
Ta atmosfera zdecydowanie działała na mnie... ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz