— Muszę przyznać, że umie posługiwać się słowem, ale to nadal idiota, troglodyta i człowiek, który nie zasługuje na jedne cudze spojrzenie — dodał, a ja doskonale słyszałem te zaciśnięte zęby, a nawet jego dotyk zrobił się jakiś taki bardziej... szorstki. No cóż. — Jeżeli tylko zrobi krok w twoją stronę, upewnię się, że do domu wróci w kawałkach i z brakami w niektórych częściach ciała — oświadczył w końcu, a ja pokiwałem głową.
Wszystko na spokojnie, powoli, bez emocji, bo to właśnie ten typ tematu, w którym uczucia trzeba odsunąć na bok i kalkulować. Chłodno i szybko.
— Dexter, chciałbym, żebyś w tym roku nie trafił przed sąd, jeżeli pozwolisz — mruknąłem zimno. — Po prostu go ignoruj. Udawaj, że go nie ma. On będzie specjalnie gadać przy tobie o mnie, będzie mówić rzeczy irytujące ciebie, a ty masz to po prostu ignorować, stać za szybą. Nie mam ochoty pędzić do Mińska, bo Dexter złamał drugiemu uczniowi rękę i próbować tłumaczyć ciebie z tego, że dałeś się ponieść emocjom. Bo jesteś ponad to, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz