Jego palce zacisnęły się na skórze, a kolejny dreszcz, tym razem mocniejszy przeszedł przez ciało. Robił się ze mnie bałagan, ja to wiedziałam, on też to wiedział, a pewnie wiedział to i Yamir, który cały czas śmiał się pod nosem, jakby zapomniał, że jeszcze chwilę temu chciał udusić niebieskowłosego, który odsunął głowę i spoglądał na mnie z cudownym, szelmowskim uśmiechem numer trzydzieści dwa.
— Mam fankę? Tego jeszcze nie grali. Zdradzisz mi kto to taki, bo nie mam absolutnie zielonego pojęcia o kogo może chodzić — mruknął z chrypką w głosie, a ja zadrżałam jeszcze raz, a później po raz kolejny, bo obniżył głowę, ustami musnął szyję, a to było takie krótkie, dlaczego wszystko trwało tak krótko, ja nawet nie zdążyłam odchylić głowy do tyłu, by po prostu się poddać.
Jak zając, który już dawno poddał się pod zębami wilka. Westchnęłam cicho, zamykając oczy, a czubek kucyka wbijający się w materac nawet tak bardzo mi nie przeszkadzał.
— Możliwe że to — przerwałam na chwilę, chcąc zbudować jakiekolwiek napięcie, choć przecież oboje wiedzieliśmy, kto to jest, a on po prostu chciał to usłyszeć z moich ust i w sumie łechtało to troszkę ego, w dziwny sposób, ale łechtało — ja? — Uśmiechnęłam się i leniwie podniosłam jedną powiekę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz