Podrapałem się po karku. Czyżbym od razu zrobił złe pierwsze wrażenie? Raczej oczywiście, że tak, skoro moja mina wygląda zapewne, jak ta, należąca do srającego na płocie kota. Aura niechęci biła na kilometr, a moja mowa ciała sama odpowiadała na wszystkie pytania, jakie człowiek mógłby mi zadać. Byłem po prostu zrezygnowany i zmarnowany jak mało kiedy. Zabierzcie mnie stąd.
— Jeśli mam być szczery — ulubione hasło miesiąca — to zwisa mi to. — Światła odbiły się od jej twarzy, a mina jej automatycznie zrzedła. Jestem wspaniałym towarzyszem, cud, miód. Chrząknąłem i przeczesałem nerwowo włosy. — To znaczy, nie, to nie tak miało zabrzmieć. Źle to określiłem. Nie znam nikogo oprócz Alexa, a wylosowanie go było mało prawdopodobne, więc liczyłem się z tym, że trafię na kogoś innego — przekrzykiwałem muzykę. Moje słowa były tak źle dobrane, cholera jasna, jestem złym człowiekiem. Kotem. Mutantem. Czymś. — Inaczej. Można powiedzieć, że jestem, bo w końcu poznam kogoś nowego? Cokolwiek... pogrążam się — westchnąłem, przecierając dłonią policzek. Dyplomatą to ja nie jestem, a z każdym słowem wchodzę coraz głębiej w bagno. Wielkie, paskudne, śmierdzące bagno pełne zażenowania i zdołowania.
Nie pij, Aurelionie.
Matka zawsze mi to powtarzała. Chyba tym razem poddam się pokusie, bo nie przetrwam tego na trzeźwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz