— Spierdolina... Szkole... — Tylko tyle usłyszałam z dłuższej wypowiedzi Aurela, który chyba był dość rozczarowany, że wylosował akurat mnie. Właściwie, nie dziwię się, ledwo się znaliśmy, czasem się o coś zapytało, ale głównie wszędzie chodził z białowłosym niskim chłopakiem, więc nie było sensu na siłę starać się go poznać albo wtrącać w jego znajomości. Ale teraz, kiedy wbrew pozorom byliśmy na siebie skazani, można było dowiedzieć się czegoś więcej. Może nawet wyjdzie z tego dłuższą rozmowa albo znajomość.
— Co? — wrzasnęłam, chcąc się upewnić, czy ową "spierdoliną" nie byłam ja. Swoją drogą, chyba nigdy nie lubiłam słów zaliczających się do tych nieodpowiednich. Z jednej strony, to pewnie dlatego, że zostałam w ten sposób wychowana, z drugiej – miały po prostu zły wydźwięk. Dużo bardziej wolałam powiedzieć "mandarynka" albo "kiermasz". To dopiero ładne słowa.
Aurel machnął ręką, a potem wytłumaczył, że właściwie nazywa się Podolski. Głuptasie, przecież wiem, nie od dzisiaj chodzimy razem do klasy!
— Będę niegrzeczna, jeśli zapytam, czy jesteś zadowolony z doboru partnera? — zapytałam, posyłając mu szeroki uśmiech. Nie chciałam być przecież niegrzeczna, po prostu wolałam się usunąć i pozwolić mu się cieszyć zabawą, zamiast zostać kulą u nogi. Nie chciał, to trudno. Zmuszać nie będę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz