piątek, 22 września 2017

Od Joce, CD James

James poprowadził mnie drzwiami, które ewidentnie były zapieczętowane jakąś magią, bo inaczej nikt nie zauważyłby, że tu się znajduje się jakiekolwiek przejście. Za nimi od razu zaczynały się stopnie. Klatka schodowa była ciasna, surowa, przez co łatwo można było dojść do wniosku, że to droga przeciwpożarowa. Po pokonaniu pierwszej partii schodów naszym oczom ukazał się zielony napis "wyjście ewakuacyjne", wraz ze strzałką, która wskazywała kierunek z którego przyszliśmy. James przepuścił mnie przez jeszcze inne drzwi i niebawem staliśmy przed moim pokojem. Na dźwięk ciężkich drzwi ewakuacyjnych, które dopiero teraz zamknęły się z trzaskiem, podskoczyłam. Na korytarzu nie było nikogo widać, więc teoretycznie droga była wolna. Przejechałam palcami po ramionach, próbując się ogrzać. Przed momentem, kiedy zamknęły się drzwi, dostałam gęsiej skórki. Chyba bycie w zamkniętej przestrzeni było sprzeczne z moimi kocimi instynktami. Nikt nigdy nie zdiagnozował u mnie klaustrofobii, ale w sumie niewiele lekarzy patrzyło na mnie dwa razy, a jeśli już to się działo, był to czysty przypadek. Przebiegłam wzrokiem po wszystkich drzwiach i oknach, szukając ewentualnej drogi ucieczki. Wszystko było szczelnie pozamykane. Poczułam, jak krew zaczyna mi szumieć w głowie, nie mogłam nabrać powietrza. James przyglądał mi się ze zdziwieniem, ale na razie nie reagował. W sumie nawet nie wiem, jak zareagować powinien. Co mi się stało? Czy teraz zaczynałam wariować od zwykłego trzaśnięcia drzwiami? Może po prostu byłam chora, ale nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy? Pytania zmieszały się w głowie z innymi myślami, ale nie mogłam nic konkretnego uchwycić. James chyba coś powiedział, ale nie zrozumiałam z tego ani słowa. Pociemniało mi przed oczami, a potem wszystko zniknęło.
Czyżbym zemdlała? Ale wstyd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis