niedziela, 15 kwietnia 2018

Złote runo [3]

Ktoś zapukał trzy razy. I chyba jeszcze raz, ale tego już tak bardzo pewny nie byłem.
Ofiara złapała się w sidła.
Uśmiechnąłem się pod nosem i krzyknąłem krótkie "proszę", kładąc przy tym królówkę kier na trefla. I przysięgam, spodziewałem się każdego.
Ale do grona tych osób nie należał pieprzony Nivan Oakley, który, przysięgam, wprawiał mnie w zupełnie inny stan, jakkolwiek to dziwnie nie brzmiało. Tymi oczami, włosami i nonszalancją.
Podniosłem prawą brew, spoglądając na chłopaka wyczekująco.
— Hej. Mam twoją zgubę, tak mi się wydaje — oświadczył, podnosząc mój cudowny sweter do góry.
Westchnąłem głośno, zeskoczyłem zwinnie z łóżka i w kilku krokach znalazłem się przy chłopaku, spoglądając mu w oczy, z góry oczywiście, bo jednak o te kilka centymetrów byłem wyższy (dzięki boże, bo Davon z tym swoim górowaniem i wyższością wywoływał we mnie zdecydowanie złe myśli, przynajmniej jeden był niższy).
— Dzięki — burknąłem, ale jakoś niespiesznie było mi do powracania na łóżko i układania pasjansa.
Do zdecydowanie przyjemniejszych czynności należało po prostu spoglądanie na chyba lekko zakłopotanego chłopaka. W końcu jednak, gdy zaczęło się już robić dziwnie, a cisza stała się bardzo niezręczna (a raczej chwilkę po tym), westchnąłem i odwróciłem się na pięcie, chcąc powrócić do wcześniejszego zajęcia.
— Jak mam ci się odwdzięczyć? — rzuciłem w jego kierunku. — I nie stój tak w progu, przecież to niekulturalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis