Zadrżał, uniósł się lekko i zwinnie ściągnął z siebie koszulkę, na co zdecydowanie szeroko się uśmiechnąłem i nawet nie zauważyłem, kiedy ponownie znajdowałem się pod nim, zdany na łaskę pana i władcy, ale jakoś specjalnie nie chciało mi się z tym walczyć.
Rzucił ubraniem gdzieś na bok, na co mogłem jedynie skrzywić się w myślach, bo przecież dopiero co sprzątałem, ale z myśli wyrwał mnie ciepły oddech na szyi. I usta, te pieprzone usta, które sprawiały, że sam rozpadałem się jeszcze bardziej od chłopaka, wyginałem się w łuk, chcąc jeszcze więcej wrażeń. Jego dłoń, której jeszcze przed chwilą na moim biodrze nie było, zacisnęła się na nim mocniej, uprzednio podciągając nogę do góry. Kompletnie nie zauważyłem, gdy sapnąłem, podnosząc miednicę, wręcz wpychając ją w dłonie chłopaka.
Zdecydowanie zbyt dawno byłem po biernej stronie tego tańca.
I w końcu dostał się do obojczyka, a dłonią zasugerował, że chyba powinienem również zdjąć koszulkę, co chciałem zrobić jak najszybciej, byleby ułatwić mu robotę, bo raczej chciał pobawić się w tego dominującego.
A ja przecież bardzo chętnie miałem spełniać każdą jego prośbę.
Za pierdzielony sweter. No cóż, ja nawet nie narzekałem.
Szybko odepchnąłem chłopaka od siebie, chcąc dostać się do guzików własnej koszuli, których odpinanie zdecydowanie mi nie szło, bo dłonie drżały, tak samo jak oddech, a przymknięte powieki sprawy mi nie ułatwiały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz