niedziela, 15 kwietnia 2018

Pogoda bywa nieprzewidywalna [7)

— Spokojnie. Klnij, ile chcesz. Dzisiaj jest po prostu parszywy dzień — powiedziała, wzdychając ciężko, a ja mogłem tylko pokiwać głową, bo zgadzałem się z nią stuprocentowo. — A teraz wybacz, ale nie wytrzymuję — dodała, skrzywiła się i szybko wyjęła lśniący kolczyk z ucha.
Nie minęło kilkanaście sekund, a po moich łydkach zawiało chłodem, skrzywiłem się i chwilę póżniej z nieba spadał śnieg. Tak, najprawdziwszy śnieg, zimny, okropny, taki, z którego dzieciaki lepią bałwany. Zmrużyłem oczy i wyciągnąłem dłoń spod parasola, nie do końca wiedząc, co dzieje się wokół mnie.
Dziewczynka wyciągnęła ręce do góry i westchnęła głośno, a na jej twarz powrócił uśmiech, bo chyba było jej zdecydowanie wygodniej, lepiej.
— Adam, mogę cię spytać o radę? — zapytała, spoglądając na mnie tymi swoimi lśniącymi oczkami i przysięgam, co ja mogłem innego zrobić, jak po prostu nie uśmiechnąć się szeroko i pokiwać głową, zgadzając się.
— Wal śmiało — stwierdziłem i parsknąłem śmiechem. — Nie obiecuję, że jestem najlepszy w dziedzinie, o którą mnie zapytasz, ale zawsze spróbować można, prawda? W końcu, kto ci zabroni, lubię cię przecież, a więc postaram się dać jak najlepszą radę — dodałem szybko, drapiąc się po głowie i poprawiając parasol w dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis