wtorek, 17 kwietnia 2018

Oszukać przeznaczenie? [3]

Coś mruknął, kiwnął głową, a mi pozostało tylko ruszyć za nim. Szedł wolno, jakby trochę z obawy, czy może jednak w ostatniej chwili nie zrezygnuję. Na to się mimo wszystko nie zapowiadało.
— Bardzo ładnie się trzymają, tak w sumie. Dobra robota. Cokolwiek — zarzucił, wpychając po same dno dłonie do kieszeni i wbijając swoje spojrzenie w moje.
Czego chciałeś, Oakley? Myślałem, że po naszym ostatnim spotkaniu nie zbliżysz się do mnie już o krok. Czy byłeś może aż tak zdesperowany, że zdecydowałeś się na moje towarzystwo mimo poniesienia możliwych konsekwencji, które za sobą to ciągnie? Doskonale to wiedziałem, i ty także to wiedziałeś, że nawet świętego wyprowadziłbym z równowagi. Próbowałem doszukać się jakiejś przyczyny, punktu zaczepienia, czegokolwiek, co tylko naprowadziłoby mnie na dobry tor. A może tylko przesadzałem. Może nadinterpretowałem to wszystko, doszukując się czegoś, czego może tak w sumie i na dobrą sprawę nie ma. Więc co.
— Miałem właśnie o to pytać. Cieszę się w takim razie — wbiłem wzrok w niebieskie tęczówki z małą nadzieją, że może to właśnie tam znajdę odpowiedź na dręczące mnie pytania.
Bo przecież to właśnie oczy nazywane są “zwierciadłem duszy”. Chyba, że Oakley jej nie posiadał. To wszystko by wyjaśniało. Jednak zachowałem to wszystko dla siebie, czekając po prostu na dalszy zwrot akcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis