— Nie, poddaję się, nawet nie będę próbował — mruknął i prychnął, odchylając się do tyłu, a ja mogłam przysiąc, że zaraz na tym swoim krzesełku miał polecieć do tyłu.
Parsknęłam głośnym śmiechem i pokręciłam głową, opuszczając przy tym wzrok.
— Nie jesteś zła? Nic? Nie chcesz drugi raz mnie uderzyć? Wydrzeć się? Wygarnąć wszystko? — zapytał i wbił we mnie to spojrzenie swoich niebieskich oczu, na co ja przewróciłam moimi.
— Raz chyba wystarczy, prawda? — stwierdziłam, uśmiechając się z niezwykłą lekkością, w ogóle nie mając z tą czynnością problemu.
Miał całkowitą rację. Zazwyczaj normalna osóbka już rzuciłaby mu się do gardła, zaczęła wyzywać od najgorszego z najgorszych, klnąć i ryczeć, bo jak on mógł, tak ciągać, kusić, a następnie zostawić, w dodatku w taki sposób.
A jednak, siedziałam na tym moim małym taboreciku, uśmiechając się jak głupia, bo naprawdę cieszyłam się, że znowu mogę porozmawiać z Nivanem w cywilizowany sposób, spojrzeć w te niebieskie oczy, tym razem już bez galopującego serca i tony najróżniejszych emocji.
— To... — mruknęłam, przekładając włosy za ucho. — Co tam u ciebie? Jak ci się układa? Yamir za bardzo nie narzuca się ze swoją fascynacją tobą i Hopecraftem? — zapytałam i po raz kolejny parsknęłam śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz