wtorek, 19 grudnia 2017

Cukier światłością narodu [6]

Dopiero co spożyłem przynajmniej dwa tysiące kalorii, praktycznie zabierając z Vinem całe ciasto dla siebie. Smak był niebiański, rozkoszna faktura kremu rozpływała się na języku, muszę przyznać, skądkolwiek Vene zamówiła słodycze, chcę mieć namiary. Ukraść kucharza czy od razu poprosić matkę o kupno całej cukierni? Takie dobre rzeczy nie mogły się marnować na jakimś, broń Cesarzu, zadupiu. 
Hm, a dostarczali może prosto pod drzwi spragnionych studentów na wymuszonej diecie? 
— Znając wasze, zwłaszcza twoje, Dexter, zamiłowanie od cukru, to weźmiecie tego od cholery. — Prychnąłem cicho pod nosem w odpowiedzi, przewracając oczami. Wcale nie planowałem zamawiać niczego szczególnego, wcale. No może tylko kilka rodzajów ciast, jakieś rogaliki maślane z dobrym nadzieję dla Fomy, bo przysięgam, że jest stanowczo zbyt chudy i trzeba zacząć go z jedzeniem pilnować, więc to nawet dobra okazja, może nawet będą umieli zrobić makaroniki francuskie? — Powiedzmy, cztery ruble za drobniejsze słodycze, a dziewięć za ciasto?
— Biorę w ciemno, jeżeli mają tego więcej. — Wskazałem łyżeczką na pusty talerz z ciastem. Cena była dobra, zwłaszcza na dostawy prosto do akademika. — Wołaj, jak będziesz potrzebować zaliczki czy listy do kupienia. Poza tym, jak sobie radzisz? — spytałem, przypominając sobie, że dziewczyna jest chyba na drugim albo trzecim roku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis