— Nie ma co opowiadać — mruknął. — Dużo rodzeństwa, mało ogaru, dziwna mieszanka genetyczna, oto cały ja. Interesuję się historią i językami i błagam — kontynuował, śmiejąc się — Zostawmy tego pana, jesteśmy w tym samym wieku.
Zachichotałam cicho. Moja próba rozbawienia rozmówcy chyba podziałała.
— Wiem przecież, głuptasie. To był celowy zabieg językowy, mający na celu jeszcze większe rozluźnienie atmosfery i rozbawienie — odparłam znawczym tonem, wciąż uśmiechając się, po czym puściłam mu oczko, by nie odebrał mnie jako osobę wyniosłą.
Nie miałam zbyt dużego doświadczenia w komunikacji damsko-męskiej, więc polegałam na poczuciu humoru… które niekoniecznie musiało bawić innych.
Musiałam przyznać, że tancerzem był bardzo dobrym. Nie sądziłam, że przy dobrym prowadzeniu nawet początkujący może dobrze sobie radzić z krokami. Ani razu nie nadepnęłam Jamesowi na stopę, z czego czułam się bardzo dumna. To byłaby okropna wtopa, ale ktoś tak miły jak James na pewno by mi to szybko wybaczył.
— I chyba zapomniałeś wspomnieć, że tańczysz jak zawodowiec. — Zaśmiałam się ponownie — Bo nie powiesz mi, że nie tańczysz regularnie tańca towarzyskiego. Nie uwierzę, jak zaprzeczysz.
Zaraz po jego odpowiedzi muzyka nabrała szybszego tempa.
No i koniec dumy z udanego tańca. Teraz byłam pewna, że zaczną plątać mi się nogi i mój partner będzie miał kilka siniaków na stopie…w najlepszym wypadku. Starałam się jednak trzymać pozory i wcale nie dawać znać, jak bardzo przeraża mnie ta wizja.
Może i mnie po tym znienawidzi… ale kij z tym… raz się żyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz