Głośna muzyka, ciemność przerywana kolorowymi światłami. Powoli robiło się duszno, a zapach alkoholu zaczął unosić się w powietrzu. Koślawe ruchy niektórych przyprawiały mnie o białą gorączkę i sprawiały, że miałem ochotę stanąć na środku i zacząć prowadzić lekcje tańca. Nigdy bym tego nie zrobił. Nie w tych okolicznościach, nie w tym ciele, nie w tym towarzystwie. Po prostu nie.
Ogon zadrżał, gwałtownie schował się przy ścianie, uciekając przed stopą, która niebezpiecznie szybko się do niego zbliżała, z zamiarem nadepnięcia. Zaraz potem krzyk, który zjeżył mi włosy na całym ciele, przyprawił o gęsią skórkę, wbił w ścianę. Jakimś cudem dziewczyna przekrzyczała muzykę.
— Cześć! O ciebie chodzi?! — Znajome rysy twarzy, tak, to Hanabi. Pokazała mi karteczkę, gdzie wielkimi literami napisane było moje nazwisko... a raczej ksywka, za którą miałem ochotę zabić Alexa na miejscu.
— Czy ta spierdolina rozniosła ten pseudonim po całej szkole? — Ściągnąłem brwi, burcząc sam do siebie. Dziewczyna wrzasnęła "Co?", a ja tylko machnąłem ręką, dając znak, by zignorowała, to co powiedziałem, a czego nie usłyszała. — Tak właściwie to Podolski, ale tak, to ja — odkrzyknąłem do dziewczyny. To będzie długi wieczór. Długi, męczący wieczór, no chyba, że znajdę Alexa i ucieknę do akademika... albo zrobię to sam. Wolałbym przesiedzieć noc w towarzystwie świeczek zapachowych, a nie upitych uczniów...
Nauczycieli też? Co tu do cholery jasnej robił Remus i Nibyłowski?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz