czwartek, 21 września 2017

[EP] Od Amadeusza, CD Heather

Nie wiem co chciałem osiągnąć, ciągle wlepiając spojrzenie w srebrny spodek na niebie. Miałem nadzieję, że zaraz zniknie? Wyparuje? Zrobi puf, razem ze wszystkimi zmartwieniami i zostawi mnie w spokoju? Może.
Nerwowe przegryzanie, ssanie, oblizywanie spierzchniętych warg. Uspokajałem oddech, podczas gdy reszta towarzystwa prawdopodobnie bujała się w rytm muzyki, która dudniła nawet na dworze. Nie zazdrościłem sąsiedztwu. Dziewczynom też, patrząc na to jaki chlew pozostanie po bandzie rozjuszonych nastolatków.
— Mam whiskey. — Rozniosło się zaraz po zamknięciu drzwi, które tylko delikatnie przytłumiły agresywne dźwięki. Nastolatka zajęła miejsce obok mnie, unosząc delikatnie szklane naczynie wypełnione brązowawym, dość ciemnym, jak na "kukurydzę", płynem. Stary rocznik, dobry rocznik. Zapewne od Mińska, te dzieciaki nie znają się na dobrych procentach. — A pan zdecydowanie wygląda, jakby potrzebował się napić — bąknęła po chwili. Ściągnąłem brwi i rzuciłem na nią okiem z lekkim oburzeniem, które natychmiast przeplotło się z rozbawieniem i chęcią przyznania racji. Wyglądałem tak od dziesięciu lat, bądźmy szczerzy, dobrze? — Skąd nagłe czarne myśli? — Aż tak bardzo emanowało ode mnie tą energią? Może to mowa ciała, brak reakcji, podczas gdy zawsze odpowiadałem prawie natychmiast? Może. Wzruszyłem ramionami.
— Nostalgia? Cokolwiek? Przepraszam, wybiłem się nieco z rytmu. — Podciągnąłem delikatnie rękawy marynarki, mimo, że robiło się coraz chłodniej. Ba, było już zimno, szczególnie gdy mocniejszy wiaterek smagnął cię po twarzy. Rozglądnąłem się. Kubków brak, z gwinta pić nie będziemy. Przeprosiłem na chwilkę [kolejny raz, za często] i wróciłem z dwoma szklankami, bo z plastikowych kubeczków takiego alkoholu się nie spożywa. Cieszyłem się jak dziecko, że nikt mi naczyń nie zbił, patrząc na to jak bardzo wszyscy obijali się o siebie. — Francja elegancja — mruknąłem rozlewając złocisty napój w równych, ale za to jakich małych ilościach, kopie to przecie, jak wódka. 
Przed oczami zamajaczył mi widok jutrzejszych wymiocin. Pierw beznadziejny drink, potem piwo, teraz whiskey. Mieszam alkohol, mimo, że wiem jakie będą tego skutki, cudownie, jesteś tak samo odpowiedzialny, jak kiedyś, Amadeuszu. 
— Mogę mieć do ciebie jedną prośbę? — Odkleiłem kąciki ust od chłodnej szklanki, oblizałem umoczone w płynie usta, zerknąłem na blondynkę. 
Nie wiem co do cholery jasnej się stało, że wcześniej na to nie zwróciłem uwagi, ale moja para wyglądała oszałamiająco. Szczerze wolałem, gdy złote fale spływały po jej ramionach, ale kok miał swoje plusy, jak na przykład pięknie odsłonięta buzia, wyeksponowana długa szyja. Podkreślająca kształty dziewczyny sukienka, baletki, które nieco deformowały jej nogi. Piękne nogi. Zrozumiałem jednak dlaczego założyła właśnie je, a nie wysmakowane szpilki, była przecież wystarczająco wysoka, kobiety, jak i mężczyźni mogli nałapać się przy niej kompleksów. Nawet ja czułem się nieco głupio będąc z nią na równi. "Myślałaś o byciu modelką?"
No właśnie. Piękna, młoda dziewczyna, onieśmielająca swym wyglądem nawet gdy była w głupim, brzydkim jak czarna, listopadowa noc, brązowym mundurku. No i ja, który przyszedł tu wyglądając jakby dopiero co go z kubła wyjęli. Gdybym wiedział... nie będę kłamać, pewnie też nie przywiązałbym większej uwagi do swojego wyglądu. 
Ciche mruknięcie, chrząknięcie, które przywróciło mnie do porządku dziennego i przypomniało o tym, że miałem o coś poprosić. 
— Możemy przejść na "ty"? Przynajmniej na ten wieczór. Czuję się dziwnie, źle, staro, gdy mówisz per "pan". Wiem, że to będzie niekomfortowe, może trochę nie na miejscu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis